Jako pasjonat mam zamiar pomóc młodszym kolegom - studentom ekonomii, w bieżącej egzystencji na studiach. Uznałem, że najprostszym sposobem będzie wrzucenie na bloga dobrze zredagowanych notatek. Poza tym postaram się dorzucić kilka komentarzy do wydarzeń gospodarczych i praktycznych przykładów, które mogą okazać się przydatne np. w odpowiadaniu na pytania problemowe podczas egzaminów.

Kryzys w Polsce i na swiecie

wtorek, 28 kwietnia 2009

Przypomnialem sobie niedawno z filmu "Piekny umysl". Glowny bohater, grany przez Russel'a Crowe'a, chory na schizofrenie matematyk, laureat Nagrody Nobla z 1996 roku (za rozwoj teorii gier i jej zastosowan w ekonomii) John Nash, siedzac wraz z kolegami w uniwersyteckim barze stwierdzil, iz Adam Smith sie mylil. O coz jednak chodzilo? Chodzilo o utworzenie rownania, ktore pozwala zawsze wygrywac.

Efektem myslenia Nash'a (jest to postac autentyczna - wciaz zyjacy i wykladajacy profesor Princeton University) byl znany z podrecznikow do ekonomii "dylemat wieznia". Ze zbudowanej przez Nash'a maciezy wynikalo najogolniej, najbardziej efektywnym rozwiazaniem w gospodarce jest dzialanie dla "dobra wspolnego" opierajace sie na zaufaniu. Zaufanie jednak wystepuje tu tylko dlatego, ze gracze na rynku nie posiadaja pelnej informacji na temat dzialan innych graczy. W takiej sytuacji, aby lacznie uzyskac wieksze korzysci, musza po prostu zaufac pozostalym. Laczna wartosc osiagnietych przez nich korzysci jest ostatecznie wieksza, niz laczna wartosc korzysci osiagnietych przez graczy w przypadku wzajemnej konkurencji. Konkurencja z kolei jest podstawa rozwoju zgodnie z zalozeniami Adama Smitha - ojca ekonomii. Warunkiem niezbednym jest jednak w tym przypadku jednakowe zachowanie wszystkich graczy. Wystarcz, ze tylko jeden z "wiezniow" Nash'a zlamie zaufanie aby rownanie nie bylo spelnione.

Ktory z nich mial racje? Chyba jednak... Nash. Gospodarka globalna w drodze do dzialania dla dobra ogolnego (czyli do sposobu myslenia Nash'a) przebywa jednak dluga i ciezka droge wiodaca przez Smith'owska rzeczywistosc. Powodem jest chyba w tym przypadku jeden element naszej mentalnosci, ktory zamiast pchac nas w kierunku bycia lepszym, madrzejszym i posiadania wiecej w ogole, pcha nas w troche inna strone, a mianowicie w kierunku bycia lepszym, madrzejszym i posiadania wiecej... od innych. I w taki wlasnie sposob dalismy sie zapedzic w pulapke konsumpcjonizmu i zycia ponad stan, za ktora za kazdym razem placimy kryzysem. W taki rowniez sposob odkrylem podstawowa wade ekonomii jako nauki. Ona niestety tylko opisuje rzeczywistosc (stad wiele osob, piszacych na temat ekonomii, zdecydowanie odcina sie od polityki), ktora polityka kreuje, czesto niezgodnie z osiagnieciami ekonomii.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Inflacja jest to tzw. "wzdymanie" (z lac. inflatio) sie cen, czyli proces wzrostu cen w czasie. Jest to zjawisko jak dotad nie zbadane w pelni przez ekonomie. Powszechny jest poglad, ze niska inflacja jest bardzo korzystna dla gospodarki, a zjawiskiem zdecydowanie niekorzystnym jest przeciwienstwo inflacji, czyli deflacja. Dlaczego jednak tak jest?

Z reguly okresy wyzszej inflacji zwiazane sa ze wzmozona akcja kredytowa i okresami wzrostu gospodarczego. Jak wiadomo zbyt wysoka inflacja prowadzi do pogorszenia kondycji finansowej konsumentow (drozejace produkty konsumpcyjne), ale takze do poprawy sytuacji finansowej takich przedsiebiorstw, ktore reguluja platnosci za zakupy w jakims okreslonym terminie w przyszlosci (po cenie aktualnej) oraz do zwiekszenia przychodow budzetowych panstwa (poprzez tzw. automatyczne stabilizatory gospodarki, jak podatek VAT, czy akcyza, ktore stanowia okreslony odsetek ceny produktu), ktore moga byc pozniej wykorzystane na ksztaltowanie infrastruktury (podstawy do tworzenia biznesu). Wiadomo rowniez, ze zjawisko inflacji jest silnie skorelowane w krotkim okresie ze zjawiskiem bezrobocia (obrazuje to tzw. krzywa Phillipsa), a to glownie dlatego, ze w okresie zwiekszonej akcji kredytowej (czyli wiekszej podazy pieniadza) przedsiebiorstwa sa w stanie zaciagac pozyczki na cele inwestycyjne, a realizujac projekty inwestycyjne, daja zatrudnienie pracownikom. Z drugiej strony, konsumenci zaciagajc kredyty wzmagaja popyt, sklaniajac przedsiebiorstwa do produkcji. Problem pojawia sie wtedy, gdy przedsiebiorstwa zaciagna zbyt duze kredyty i splacaja je kosztem wydatkow inwestycyjnych lub, gdy konsumenci zaciagna zbyt duze kredyty, ktorych splata zaczyna hamowac popyt. Tak zaczyna sie recesja. Im mocniej rynek jest "rozgrzany" przez podaz pieniadza, tym silniejsze sa objawy nastepujacej potem recesji. Jest to skutek naturalnego dazenia rynku do stanu rownowagi.

A co z deflacja? Jej slabosc polega na tym, ze oslabia budzet panstwa (zmniejsza nie tylko nominalne dochody, ale rowniez te realne, poniewaz ceny przetargowe ustalane sa z reguly na dlugo przed wykonaniem inwestycji przez wykonawcow) oraz budzety duzych firm (bo wlasnie one z reguly moga sobie pozwolic na opoznione terminy platnosci). Skutkiem sa wiec zmniejszone srodki na infrastrukture oraz oszczednosci w duzych firmach (czesto prowadzace do zwolnien).

A oto dlaczego wlasnie teraz o tym pisze. Obecna recesja jest najwieksza od czasu Wielkiej Recesji lat 30-tych. Jej objawem jest ujemny wzrost gospodarczy w wielu krajach (czyli de facto spadek PKB). Istnieje rowniez ryzyko znacznej inflacji, wskutek ilosci pieniedzy "wpompowanych" w gospodarke swiatowa oraz znacznego obnizenia wysokosci stop procentowych (w kilku krajach nawet do poziomu zerowego) w celu zwiekszenia akcji kredytowej. Ryzyko to moze zostac zredukowane przez proces zabezpieczania przez banki srodkow na pokrycie strat zwiazanych ze "zlymi kredytami", jednak moze to prowadzic do dalszych problemow sektora bankowego, ktory kiedys bedzie przeciez musial wyplacic zawyzone (w celu przyciagniecia depozytow i to w momencie, kiedy stopy procentowe sa zdecydowanie niskie) oprocentowanie wlascicielom kapitalu. Zwiekszenie dochodow budzetowych zwiazane z inflacja nie bedzie raczej zbyt duzym zastrzykiem finansowym. Rzady wydaly juz bowiem olbrzymie pieniadze na ratowanie sektora bankowego na swiecie. Moim skromnym zdaniem weszlismy w bledne kolo, z ktorego wyjscia jakos nie widac.

sobota, 25 kwietnia 2009

Chinczycy oglosili znaczne zwiekszenie swoich rezerw zlota. Kryzys jest wiec na tyle silny, ze tylko stabilne instrumenty zapewniaja bezpieczenstwo najwiekszym gospodarkom swiata (Chiny sa jedna z najwiekszych gospodarek, a zloto jest stabilne, w przeciwienstwie do opartych o jego cene papierow, bo sa tylko papierowe, a nie zlote). Jednak dlaczego tak jest? I dlaczego wlasnie dzis o tym pisze? Powodow jest kilka. Po pierwsze rola, jaka zloto odegralo w historii:

Na wielkosci rezerw zlota oparty byl najbardziej stabilny, jak do tej pory, system monetarny.

Po drugie, znaczne wyczerpanie zrodel surowca znajdujacych sie plytko pod ziemia, ktore pociaga za soba wzrost kosztow wydobycia zwiazany z "dogrzebywaniem sie" glebiej:

Wieksze koszty produkcji + ograniczonosc = wyzsza cena na rynku, bez zadnych watpliwosci.

Po trzecie wreszcie, nie udalo sie jak dotad wytworzyc zlota syntetycznie. Szkoda tylko, ze nie da sie go zjesc, bo... zywnosc tez drozeje :(

piątek, 24 kwietnia 2009

W roku bodajze 2002 natknalem sie na opracowanie Pana Grzegorza Kolodki (bylego Ministra Finansow RP), dotyczace procesow globalnych w gospodarce. Wyniknelo to z koniecznosci, a mianowicie musialem napisac referat na zaliczenie tzw. WDW, czyli "wykladu do wyboru". Sam referat dotyczyl mozliwosci funkcjonowania sektora malych i srednich przedsiebiorstw w gospodarce zglobalizowanej (w tym przypadku sedno globalizacji stanowila nie predkosc i skala przeplywu informacji oraz globalne interakcje gospodarcze same w sobie, ale dominacja rynkowa i szeroko rozumiana "sila" korporacji ponadnarodowych). Zaczerpnalem oczywiscie garsc niezbednych informacji, ktore zgodnie ze standardami uczelnianymi pozwolily mi wstawic przypisy i troszke sobie "pocytowac" madrzejszych ode mnie. Oprocz tego jednak moja uwage zwrocil pewien fragment tekstu, przy ktorym zatrzymalem sie na dluzej. Byl to krotki referat ze spotkania najwiekszych swiata biznesu, z udzialem m.in. autora, profesora Zbigniewa Brzezinskiego oraz wielu wysoko postawionych managerow i elity swiata biznesu. Glownym omawiamym punktem byl przyszly model rynku pracy. Model moim zdaniem najbardziej logiczny, a wynikajacy z dotychczasowego przebiegu procesow gospodarczych, czyli wlasnie globalizacji, w ramach ktorej nie tylko "swiat sie kurczy", ale rowniez nastepuje postep technologiczny, powodujacy wspomniane "kurczenie" (chociazby Internet, ktory pozwala mi w tej chwili udostepnic te notke kazdemu zainteresowanemu Internaucie juz od momentu publikacji - w tym samym momencie moze ja czytac ktos w Polsce, Australii, USA i gdziekolwiek indziej, a ja nie musze z kazdym z osobna rozmawiac, ani organizowac specjalnego spotkania, zeby przekazac co mi na sercu lezy).

Wnioskiem ze spotkania byl obraz przyszlego rynku pracy, zgodnie z ktorym zatrudnienie w skali globalnej wynosic ma 20%. Brzmi zlowieszczo, jednak watpliwosci co do takiego ksztaltu rynku pracy nie mial... absolutnie nikt z uczestnikow spotkania. Obraz 20% zatrudnionych, ktorzy utrzymuja 80% bezrobotnych wydaje sie byc katastrofa. W pewnym sensie nawet nia jest, poniewaz kazdy, kto przez jakis czas byl bezrobotnym, na pewno zdaje sobie sprawe z uciazliwosci takiego stanu, polegajacej nie tylko na niedoborze srodkow finansowych (w bogatszych gospodarkach uciazliwosc finansowa jest znikoma - mieszkam w Anglii, wiec widze, jakie zycie wioda sobie bezrobotni, ktorym chyba tylko pozostaje czasami pozazdroscic) ale przede wszystkim na frustracji zwiazanej z brakiem zajecia. Frustracji, ktora jest znacznie wieksza, niz mogloby sie to wydawac komus pracujacemu. Sam znam osobiscie ludzi, ktorzy po trzech miesiacach bez pracy popadali w stany lekowe do tego stopnia, ze bali sie prawie wszystkiego, czasami nawet wyjsc z domu.

Uczestnicy spotkania zgodnie przyznali, ze ich firmy obecnie dysponuja juz srodkami, ktore pozwalaja im na redukcje zatrudnienia o 80% i pozostawienie w pracy tylko tych osob, ktore sa w rzeczywistosci niezbedne do funkcjonowania biznesu. Pozostali zatrudnieni stanowia tylko rezerwe, w razie koniecznosci zmian personalnych. Hamowanie bezrobocia moze potrwac jakis czas, jednak w dluzszym okresie nie przyniesie skutku, poniewaz rachunek efektywnosci zmusi korporacje do redukcji zatrudnienia. Jest to w pelni uzasadnione.Najprostszy wynalazek jakim jest kolo, uwolnil w dawnych czasach cala mase pracy ludzkiej, pozbawiajac zatrudnienia wielu tragarzy. W identyczny sposob oddzialywuja na gospodarke wszelkie wynalazki. Obecne zaawansowanie technologiczne pozwala najprawdopodobniej zastapic wieksza czesc pracy ludzkiej technologia. Pierwsze efekty wplywu postepu technologicznego na rynek pracy mozna obserwowac w rozwinietych gospodarkach swiata juz od kilkudziesieciu lat w postaci roznacej naturalnej stopy bezrobocia, przy jednoczesnie wysokim wzroscie gospodarczym. Zjawisko to okreslane jest mianem histerezy i moim zdaniem jest ono wstepem do dlugofalowych zmian na rynku pracy.

Do rozwiklania pozostaje kwestia kluczowa, a mianowicie odpowiedz na pytanie: "Czy histereza jest zjawiskiem niekorzystnym?". Wszystko zalezy od punktu widzenia. Nie wyobrazam sobie raczej masowej rzezi 80% ludzkiej populacji tylko w celu utrzymania rynku pracy w dobrej kondycji, tym bardziej, ze nie zmieniloby to niczego. Pozostawienie 20% ludzi przy zyciu oznaczaloby o 80% mniejszy popyt, a przy tym samym poziomie technologicznym wciaz potrzebne byloby tak naprawde 20% ludzkiej pracy. Pojawia sie wiec pytanie, czy utrzymanie wysokiego poziomu zatrudnienia w gospodarce jest logicznie uzasadnione oraz czy istnieje mozliwosc dokonania takich zmian w systemie gospodarki globalnej, ktore pozwolilyby utrzymywac niski stan zatrudnienia bez istotnego uszczerbku dla jakosci zycia osob niezatrudnionych. Przy obecnym ksztalcie systemu nie ma bowiem szans na to, aby stan taki mozna bylo uznac za gospodarczo nieszkodliwy. Utrzymywanie 80% ludnosci swiata przez pozostale 20% oznaczaloby bowiem olbrzymia zwiekszenie wydatkow socjalnych panstw, a co za tym idzie gigantyczny wzrost zadluzenia swiatowego. Juz w chwili obecnej jest ono chyba najwiekszym problemem gospodarczym swiata, ktory rosnie z kryzysu na kryzys.

Kilka dni temu przyszlo mi do glowy, ze gdzies... kiedys (kilka lat wstecz)... czytalem juz o obecnym kryzysie, albo raczej o obecnych kryzysach, bo przeciez Credit Crunch jest recesja w krotkoterminowym znaczeniu (przynajmniej tak twierdza wplywowi ludzie swiata ekonomii i polityki), czyli okresem cyklicznego spowolnienia gospodarki. Zgodnie z cyklem, okolo roku 2012-2013 powinno nastapic odbicie. Nie ma sie wiec czym na dobra sprawe martwic. Za kilka lat wszystko minie. Problem w tym, ze... jak moglem przeczytac o obecnej sytuacji kiedys? Nie potrafie podrozowac w czasie, nie dotarla do mnie zadna gazeta z przyszlosci ani informacja z zaswiatow, wiec... hmm. Teoretycznie niemozliwe... a jednak?

Paradoksalnie, odpowiedz tkwi w podstawach szeroko rozumianej nauki o zarzadzaniu. Biorac do reki jakiekolwiek kompleksowe opracowanie podstaw zarzadzania, znajdziemy w nim kilka glownych zasad opartych na ekonomii, psychologii, socjologii, etc. Znajduja one odzwierciedlenie w wartosciach wielu firm (szczegolnie tych wiekszych, bo malych przeciez albo nie stac na fachowcow, albo wlasciciele nie maja czasu na takie bzdety), ktorych managerowie musza przyswoic sobie te podstawowa wiedze w trakcie szkolen. Niestety, w przypadku kryzysu mamy do czynienia z tym samym, z czym mozemy spotkac sie w wielu duzych firmach. Zamiast obiektywnego stosowania zasad, pojawia sie chec osiagniecia krotkookresowych wynikow i wyeliminowania konkurencji (np. politycznej) z pominieciem dlugofalowych efektow, ktore skladaja sie na ogolny spadek innowacyjnosci i efektywnosci.

U podstaw nauki o zarzadzaniu zasobami ludzkimi leza teorie motywacyjne. Jedna z najbardziej logicznych, jest moim zdaniem oparta na psychologii teoria motywacyjna Abrahama Maslowa. Jej podstawa sa ludzkie potrzeby, warunkujace zachowanie czlowieka. Hierarchia potrzeb wg Maslowa (zgodnie z kolejnoscia ich zaspokajania) przedstawia sie mniej wiecej tak:

1. POTRZEBY FIZJOLOGICZNE (PODSTAWOWE), jak oddychanie, sen, jedzenie, picie, etc.

2. POTRZEBY BEZPIECZENSTWA (STABILIZACJI), jak eliminacja zagrozen dla bytowania, stabilne otoczenie spoleczne, stabilnosc materialna, etc.

3. POTRZEBY SPOLECZNE (AFILIACJI), czyli potrzeby kontaktow z innymi i wszelkich zwiazanych z tym zjawisk (uczuc).

4. POTRZEBY SZACUNKU I UZNANIA (ODBIORU SPOLECZNEGO), wykraczajace poza krag wiezi emocjonalnych i obejmujace uznanie i pochwale dla podejmowanych dzialan.

5. POTRZEBY SAMOREALIZACJI (WIEDZY, ESTETYKI), czyli zaspokajania ambicji i wykonywania rzeczy, do ktorych czujemy sie powolani.

Potrzeby fizjologiczne i bezpieczenstwa sa potrzebami nizszego rzedu, natomiast pozostale to potrzeby wyzszego rzedu. Zachowanie ludzkie jest warunkowane w glownej mierze przez potrzeby nizszego rzedu. To one, jezeli sa niezaspokojone, spychaja na dalszy plan wszystkie pozostale. Co z tego wynika? Otoz to, ze w regionach dotknietych glodem, bieda i wojnami, zahamowane sa pozytywne dzialania ludzkie wykraczajace poza zapewnienie sobie przetrwania, a wzmocnione sa wszelkie dzialania wspopmagajace przetrwanie (lacznie z zachowaniami agresywnymi). Z problemem tym spotykamy sie glownie w Afryce i Azji.

Kolejna kwestia jest istnienie obok siebie roznych grup interesu. Praktycznie w kazdej wiekszej firmie istnieje cos takiego jak zasady zarzadzania konfliktem interesow. Dotycza one w szczegolnosci sytuacji kryzysowych. Ogolna zasada zarzadzania konfliktami interesow jest jednak rownosc wszystkich grup w celu zachowania zrownowazonego rozwoju firmy. To samo dotyczy gospodarki. W przypadku pojawienia sie struktur kartelowych, zmow cenowych, monopoli, pozostale grupy zostaja zdominowane, co w dlugim okresie prowadzi do ogolnego obnizenia efektywnosci i jakosci funkcjonowania systemu. Przykladami moga byc chociazby kryzys naftowy lat 70-tych, czy Rosyjsko-Ukrainski konflikt gazowy. W warunkach obecnego kryzysu, za grupe uprzywilejowana nalezaloby uznac sektor bankowy. Najwieksze banki swiata okazaly sie instytucjami znacznie mniej efektywnymi w obliczu recesji, niz sie tego spodziewano. Jedna sprawa jest fakt, iz to wlasnie w sektorze bankowym funkcjonuja instrumenty, ktore daly podstawe kryzysowi. Czyms zupelnie innym jest jednak wyciaganie zle zarzadzanych podmiotow z problemow finansowych za pieniadze podatnikow. W miejsce pomocy dla przedsiebiorstw i zmian rozwiazan systemowych, zdecydowano sie na rozwiazanie sprawy przy pomocy dokapitalizowania sektora ze srodkow rzadowych (mam na mysli plan administracji amerykanskiej i dzialania MFW). W tym przypadku posiadaczem globalnego rynku okazal sie sektor bankowy, ktory napedza swiatowa produkcje dzieki akcji kredytowej i bez ktorego nikt juz nie wyobraza sobie funkcjonowania gospodarki. Prawda jest taka, ze brak pomocy dla nieefektywnych bankow wymusilby rozwiazania strukturalne, prowadzace do utrzymania "zdrowej" czesci sektora bankowego i upadku bankow zle zarzadzanych i dzialajacych w duzej mierze spekulacyjnie.

Trzecim zagadnieniem zwiazanym z podstawami nauki o zarzadzaniu jest gospodarowanie zasobami. Jak powszechnie wiadomo, najwiecej korzysci osiaga ten, kto najbardziej racjonalnie gospodaruje tym co ma. Dotyczy to zarowno zarzadzania kosztami, jak i generowaniem przychodu. Koszty w przypadku Ziemii mozna zrozumiec jako zasoby niezbedne do istnienia i rozwoju ludzkosci, natomiast przychody jako sam rozwoj i zwiazane z nim zajwiska (jego charakter, dynamike, etc.).

Coz mozna powiedziec o gospodarowaniu zasobami na Ziemii? Otoz posiadamy cale mnostwo zasobow. Czesc z nich to zasoby odnawialne, ktore mozna np. zasiac, zebrac... i tak co roku. Kolejna czesc stanowia zasoby nieodnawialne, czyli takie, ktore wykorzystuje sie tylko raz, a potem... juz ich nie ma. Do tej grupy nalezy zaliczyc przede wszystkim wszelkiego rodzaju surowce wydobywane z Ziemii. W zwiazku z ekspansywna dzialalnoscia czlowieka, czesc zasobow odnawialnych zmienila swoj charakter. Mam w tym przypadku na mysli chociazby lasy tropikalne, ktore nie dosyc, ze stanowia tzw. zielone pluca Ziemii, a wiec redukuja zawartosc CO2 w powietrzu, przemieniajac go w procesie fotosyntezy w tlen (czyzby handel limitami emisji CO2 nie byl niezbedny?), ale stanowia rowniez rzeczywista ochrone przed globalnym wzrostem poziomu wod, ktory wskutek topnienia lodowcow... nie powinien sie podniesc, a wprost przeciwnie - opasc, poniewaz woda zamarzajac zwieksza swoja objetosc (drzewo sklada sie w okolo 70% z wody, ktora wyparowuje do atmosfery w procesie suszenia drewna - jak zwykle prosze o poprawke, jezeli sie myle). Jest to najbardziej widoczny przypadek ekspansywnej dzialalnosci ludzkiej, ktory doprowadzil do powaznego zaburzenia, za jakie nalezaloby uznac swoiste "przemienienie" zasobow odnawialnych w "odnawialne w baaardzo dlugim okresie". Pozostale przejawy niegospodarnosci sa bardziej odczuwalne na gruncie materialnym (czyt. naszych portfeli, jakosci zycia, etc.), a mam tu na mysli chociazby oparcie transportu na produktach ropopochodnych i wybieranie rozwiazan technologicznych ukierunkowanych na masowe wykorzystanie ropy w sytuacji, kiedy istnieja inne rodzaje paliw oraz inne zasady napedu (chociazby zabawki grawitacyjne). Odnosnie innych rodzajow napedu, kolejna niegospodarnoscia jest zastepowanie ropy paliwami roslinnymi. Wykorzystanie gruntow pod uprawe zboz stanowiacych podstawe do produkcji paliw powoduje zmniejszenie arealu gruntow pod uprawe roslin przeznaczonych do spozycia. Problem w tym, ze rozwiazania tanie i efektywne nie pozwola nikomu zarobic i bardzo czesto pojawiaja sie w momencie prawie calkowitego wykorzystania mozliwosci eksploatacji wczesniejszych rozwiazan. Rownie czesto prowadza tez do dramatow. W przypadku ropy naftowej dramatem bedzie najprawdopodobniej drastyczne zmniejszenie ilosci surowca do produkcji tworzyw sztucznych, chociaz... moze to i lepiej, bo bedzie przynajmniej czysto.

Ostatnia juz rzecza jest tzw. styl zarzadzania. Najprosciej, w zaleznosci od mentalnosci managera, jego styl zarzadzania znajduje sie w ktoryms z punktow na osi pomiedzy demokracja, a autokracja. Wiadomo jednak, ze najgorszym managerem jest manipulator i dlatego do ekonomii nie powinna sie mieszac polityka, a jeszcze wiekszym bledem jest mylenie polityki z ekonomia.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Ropa naftowa napedza swiat, ale potrafi tez zatrzymac go w miejscu. Wszyscy zdazyli sie o tym przekonac w dniu 6 pazdziernika 1973 r., w dniu zydowskiego swieta Jom Kippur. Wybuchla wtedy wojna pomiedzy Izraelem a panstwami arabskimi. Wraz z nia wstrzymane zostaly dostawy ropy naftowej do USA i Europy Zachodniej. Skutki byly latwe do przewidzenia. Spowolnila cala swiatowa gospodarka. Amerykanskie zloza ropy byly juz mocno wyeksploatowane, wiec nie mogly zapewnic sprawnego funkcjonowania gospodarce swiatowej. Cena barylki ropy wzrosla niewyobrazalnie. W taki oto wielki kryzys swiatowy mogla wywolac jedna organizacja - OPEC. Jest to rowniez dowod na to, czym konczy sie dominacja jakiegokolwiek podmiotu na jakimkolwiek rynku, pomijajac jego forme (kartel, monopol czy cokolwiek innego by to nie bylo).

Kryzys naftowy, jak kazdy kryzys, z biegiem czasu przyniosl ze soba pozytywne zmiany. Swiat Zachodni zaczal interesowac sie nowymi zrodlami energii. Rozpoczete zostaly tez poszukiwania nowych zloz ropy naftowej, co zaowocowalo ich odkryciem na dnie Morza Polnocnego oraz na Alasce. Zmniejszylo to dominacje krajow arabskich na rynku paliwowo-energetycznym, jednak czy rozwiazalo problem?

Ropa naftowa jest obecnie jednym z najbardziej powszechnie uzywanych surowcow. Przetworzona, napedza silniki spalinowe (o czym wszyscy wiemy) a tym samym napedza swiatowa wymiane towarow i zasobow ludzkich. Jest stosowana, pomimo istnienia innych paliw (np. wodor, grawitacja). Prawdziwym problemem w tym przypadku jest jednak co innego. Mamy czym zastapic paliwo do samochodow. Nie mamy za to czym zastapic surowca do produkcji plastyku, wlokien syntetycznych, etc. Dalsza eksploatacja ropy naftowej prowadzi wiec do istotnych problemow. Wydluzajac czas zywotnosci obecnych zrodel, dajemy sobie chwile na poszukanie nowych rozwiazan technologicznych. Tak duza eksploatacja ropy jak w tej chwili moze jednak cofnac nas do sredniowiecza. Zadziwiajace jest to, ze wiekszosc ludzi bedacych na szczytach wladzy ma tego swiadomosc, a nie dzieje sie nic istotnego, co mogloby ulatwic zastapienie ropy naftowej innymi surowcami w obszarach, w ktorych jest to mozliwe juz w tej chwili.

sobota, 18 kwietnia 2009

W obliczu obecnego kryzysu gospodarczego, ktorym dotkniete zostaly najbardziej rozwiniete panstwa swiata wypadaloby sie przyjrzec mechanizmowi, ktory do tego doprowadzil.

Obecny kryzys jest efektem nadmiernego zadluzenia spoleczenstw. Nie jest to pierwszy taki przypadek. Wiekszosc wczesniejszych kryzysow spowodowana byla nadmierna emisja pieniadza i zyciem na kredyt. Jak jednak do tego doszlo? Moim zdaniem przyczyna lezy w kilku obszarach:

- ogolnie akceptowanym (i nie ma co ukrywac, ze rowniez medialnie wykreowanym) konsumpcyjnym modelu zycia,

- braku regulacji czyniacych rynki finansowe przejrzystymi i uniemozliwiajacych spekulacje (jak chociazby wspomniane w jednym z wczesniejszych postow przemianowanie "Funduszu Bezrobotnego Murzyna" na "Fundusz Swietlana Przyszlosc"),

- niestablilnosci polityki monetarnej przejawiajacej sie w nadmiernym pobudzaniu gospodarki przez emisje pieniadza oraz nadmiernym jej schladzaniu w czasie walki z inflacja po okresie prosperity (podobno w epoce braku interwencjonizmu),

- sposobie funkcjonowania miedzynarodowych instytucji finansowych, takich jak Bank Swiatowy i Miedzynarodowy Fundusz Walutowy, czyli kredytodawcow "ostatniej instancji" dla krajow dotknietych kryzysem, ktorych kredyty zwiekszaja ryzyko wystepowania zjawiska okreslanego jako "hazard moralny" i sa przyczyna poczucia bezkarnosci spekulantow pewnych odzyskania swoich pieniedzy,

- wzmaganiu wahan na rynkach poprzez rozwiazania takie jak np. lewarowaniena rynkach finansowych (w tym w szczegolnosci na Miedzynarodowym Rynku Walutowym, ang. Foreign Exchange Market - Forex), ktore niejednokrotnie pomoglo juz spekulantom w atakach na waluty.

Wsrod wymienionych powyzej, konsumpcyjny model zycia zwieksza popyt na kredyty, nadmierne pobudzanie gospodarki przy pomocy niskich stop procentowych powoduje natomiast zwiekszona akcje kredytowa, po ktorej zwykle nastepuje okres wyhamowywania konsumpcji wskutek stopniowego nasycania rynku. Powoduje to nadwyzki produktow niesprzedanych i straty w przedsiebiorstwach. Jednoczesnie nadmiar pieniadza w porownaniu z dostepna w gospodarce iloscia towarow jest przyczyna inflacji. Tak wlasnie dziala mechanizm zadluzenia, ktorego negatywne skutki odczuwaja juz nie tylko konsumenci i przedsiebiorcy, ale rowniez cale panstwa.

 

 

środa, 08 kwietnia 2009

No wlasnie. Credit Crunch przycmil bardzo istotny proces przebiegajacy rownolegle. Od kilku lat obserwujemy zmiany cen na rynku zywnosci. Najbardziej widoczna oznaka tych zmian byl znaczny wzrost cen zywnosci na swiecie. A oto jego przyczyny.

Pierwsza jest zmiana struktury spozycia w najludniejszych krajach swiata, czyli Chinach i Indiach. W miare bogacenia sie spoleczenstwa, spozycie pokarmu miesnego wzroslo w tych krajach o 20%, co oznacza, ze na spozyciu prawie dwoch miliardow ludzi tracimy czesc lancucha pokarmowego (tracimy rosliny i zboza spozywane przez zwierzeta - jest to o ile sie nie myle okolo 100g na kilogramie, a jezeli sie myle to prosze o poprawke). Jednoczesnie powoduje to zmniejszenie ilosci miesa w krajach bedacych jego glownymi eksporterami (np. w UE), a co za tym idzie wzrost jego cen w tych krajach.

Druga istotna przyczyna jest polityka promujaca paliwo tzw. ekologiczne, czyli bioetanol, jako zastepcze dla ropy. Znaczna czesc gruntow dotychczas wykorzystywanych do produkcji zywnosci, zostala przeznaczona na zakontraktowane uprawy rzepaku lub kukurydzy (w USA bioetanol produkowany jest wlasnie z tego zboza). Ograniczylo to podaz produktow spozywczych i jednoczesnie spowodowalo wzrost ich cen.

Trzecia przyczyna sa zmiany klimatyczne powodujace wystepowanie dlugotrwalych susz.

Ogolnymi efektami niedoboru zywnosci jest zakaz jej eksportu z krajow dotknietych kryzysem zywnosciowym (dotyczy to szczegolnie krajow Afryki, Azji Pd. i Pd.-Wsch, Ameryki Pd.) oraz wystepujaca w wielu krajach kleska glodu. Dla porownania: statystyczna piecioosobowa rodzina w Australii wydaje na zywnosc rownowartosc okolo 550 $ miesiecznie, statystyczna piecioosobowa rodzina w Czadzie wydaje na zywnosc rownowartosc okolo 3.5 $ miesiecznie. Takie dysproporcje w sposob oczywisty budza gniew i agresje wsrod ludzi dotknietych kleska glodu (jednym z dotknietych nia panstw jest potencjalny punkt zapalny w Azji - Pakistan).

Inna sprawa jest, czy uzasadniona jest polityka promocji bioetanolu. Paliwo, ktore ma zastapic rope naftowa (przynajmniej w jakiejs czesci) i ktore ma zmniejszyc emisje szkodliwych substancji do atmosfery, jest moim zdaniem tylko i wylacznie przesunieciem "Oil-peak" w przyszlosc. Paradoksalnie, w procesie produkcji bio-etanolu z kukurydzy stosowana jest ropa naftowa. Ponadto w kazdym duzym zakladzie przemyslowym jest komorka dostarczajaca nowo powstale technologie dla celow wojskowych. Oznacza to, ze zanim na rynek trafi nowa technologia, jest ona przejmowana przez wojsko. Mysle, ze nie jest to sensacyjna wiadomosc. Obraz rzeczy zmienia jednak fakt, iz na rynku amerykanskim dostepne sa zabawki dla dzieci napedzane dzieki grawitacji. Jezeli rozwiazanie takie dotarlo na rynek zabawek, o ile wczesniej musialo byc znane wojsku? No i wreszcie, dlaczego nie trafilo jeszcze na rynek motoryzacyjny? Jedynym wytlumaczeniem jest chec osiagniecia zysku z reszty ropy znajdujacej sie na swiecie. Problem w tym, ze ludzka chciwosc niejednokrotnie doprowadzila juz do tragedii (np. chec wyciagnienia jak najwiekszych pieniedzy z kredytow hipotecznych skonczyla sie obecnym kryzysem).

Dzialania podejmowane przez elity polityczne na swiecie w ostatnich latach uwazam za podsycanie napiec na roznych plaszczyznach, m. in. etnicznej i religijnej. Kleska glodu i bieda jest najlepsza pozywka dla tzw. terroryzmu, w walke z ktorym zaangazowany jest prawie caly zachodni swiat. Wyglada wiec na to, ze przeciwnik tego typu jest potrzebny. Byc moze po to, aby zajac czyms tlumy. No bo przeciez komu chcialoby sie zajmowac rzeczywistoscia, jezeli dostaje codziennie dzieki telewizji cala mase podsycajacych emocje informacji?

Wyczytalem wlasnie o nowym pomysle Amerykanskiej Rady Standardow Rachunkowosci Finansowej - FASB. Zgodnie z decyzja podjeta pod koniec ubieglego tygodnia, amerykanskie banki moga samodzielnie wyceniac wartosc swoich aktywow, czyli elastycznie formulowac swoje sprawozdania finansowe. Oznacza to, ze nie bedzie tego robic tak jak do tej pory rynek. Daje to bankom rowniez mozliwosc podawania na rynek niezgodnych z rzeczywistoscia (czyt. zawyzonych) informacji o osiagnietych wynikach.

Pomyslowosc amerykanow jest niesamowita. Taka decyzja jest czyms w rodzaju legalizacji kreatywnej ksiegowosci w amerykanskim sektorze bankowym i moze byc brzemienna w skutki. Nie twierdze, ze banki czeka los legendarnego juz giganta komputarowego, czyli Enron'u, uwazam natomiast, ze sa one w stanie zupelnie legalnie dzialac na szkode inwestorow gieldowych. Jezeli podawane przez banki wyniki beda zgodne z rzeczywistoscia, nie ma w tym nic groznego, jednak jezeli uczestnicy sektora bankowego zdecyduja sie na tzw. "autoreklame" (co moze nastapic np. w przypadku ewentualnych emisji akcji w celu dokapitalizowania sektora), czyli zaczna zawyzac swoje wyniki, moze to skutkowac znacznym zwrostem cen akcji w amerykanskim sektorze bankowym. Taka mozliwosc istnieje i uwazam, ze jest bardzo prawdopodobna. Prezentacja zawyzonych wynikow nie jest jednak w stanie zmienic wynikow rzeczywistych, w zwiazku z czym po fali wzrostow w amerykanskim sektorze bankowym mozna spodziewac sie gwaltownych spadkow. Pompowanie kolejnej banki spekulacyjnej w okresie poglebiajacej sie recesji nie jest chyba najlepszym pomyslem.

Zadziwiajace jest w tym wszystkim dazenie Unii Europejskiej do podobnych zmian w obawie przed prezentacja gorszych wynikow przez banki europejskie. W dluzszym okresie rynek i tak sam zweryfikuje wycene. Rzeczywistosci oszukac sie nie da. Duzo lepszym rozwiazaniem dla sektora bankowego w Europie byloby podjecie rzeczywistych dzialan w celu utrzymania plynnosci, poniewaz moga z tego wyplynac dlugookresowe korzysci.

sobota, 04 kwietnia 2009

W warunkach obecnego kryzysu bankowego rzad amerykanski przyjal plan, ktory ma sluzyc pobudzeniu gospodarki amerykanskiej, a co za tym idzie swiatowej. Skala kryzysu w USA jest niestety na tyle duza, ze amerykanie zmuszeni sa prosic o pomoc inne gospodarczo silne panstwa o wspoldzialanie. Prosby kierowane np. do rzadu Chin (ktory tak apropos sprawia wrazenie nie do konca przekonanego o slusznosci dzialan amerykanskich) i innych wielkich gospodarek jedynie to potwierdzaja. Ogolnie Plan Obamy polega na wyemitowaniu w postaci dlugu publicznego oraz zadluzenia miedzynarodowego duzej ilosci pieniedzy, ktore beda mogly znalezc sie w obiegu i posluzyc jako srodki finansowe wspomagajace sily rynkowe. Czy jednak jest to wyjscie sluszne? Odpowiedz na to pytanie daje obraz poprzednich kryzysow oraz sytuacji wskazujacych na pewne wypaczenia systemu gospodarczego.

Moj typ numer 1: Wielka recesja. Wielka recesja lat trzydziestych rozpoczela sie od emisji pieniadza na wielka skale, ktora miala pobudzic gospodarke. Obok krotkookresowego pobudzenia gospodarki, skutkiem owczesnych dzialan FED'u byla wysoka inflacja, ktora co prawda pomogla sciagnac do budzetu panstwa wieksza ilosc srodkow przy pomocy tzw. automatycznych regulatorow, czyli opartych na wysokosci cen w gospodarce podatkow takich jak akcyza czy VAT, jednak wskutek tejze emisji swiat pograzyl sie w kolejnej, jeszcze wiekszej recesji, zwanej do dzis "wielka". W Polsce skonczyla sie ona dewaluacja zlotego i reformami Grabskiego. Dla swiata skonczyla sie niemieckimi narodowo-socjalistycznymi ideami i populistycznymi obietnicami "samochodu dla kazdego obywatela" (Volkswagen) i druga wojna swiatowa.

Typ numer 2: Kryzys zadluzeniowy. Po kryzysie naftowym lat siedemdziesiatych gospodarki krajow rozwijajacych sie w celu pobudzenia gospodarki zaciagnely wielkie zobowiazania finansowe wobec Miedzynarodowego Funduszu Walutowego oraz krajow rozwinietych. Wyemitowany w ten sposob pieniadz znacznie napedzil inflacje. Aby z nia walczyc banki centralne na swiecie zmuszone zostaly do podnoszenia stop procentowych, przez co nie tylko ograniczyly emisje dodatkowego pieniadza, ale rowniez zwiekszyly koszt obslugi dlugu krajow rozwijajacych sie. Wpedzilo to budzety tych krajow w klopoty i jednoczesnie zahamowalo ich wzrost gospodarczy.Wiele z nich po dzis dzien nie wydostalo sie z petli zadluzenia. W przypadku Polski, znacznie pomoglo nam umorzenie czesci dlugu przez "Klub Paryski" (ostatnia rata wobec czlonkow Klubu splacona zostala bodajze w ubieglym tygodniu). Znaczna czesc panstw ma jednak wciaz klopoty z obsluga zadluzenia.Mozna spokojnie powiedziec, ze kryzys zadluzeniowy trwa do tej pory i spedza sen z powiek wielu ekonomistow.

Typ numer 3: Forex. Wiekszosci kryzysow towarzyszyly spekulkacje na walutach. Niejednokrotnie wahania kursow znacznie szkodzily gospodarkom poszczegolnych krajow uderzajac w ich handel miedzynarodowy. Przykladem moga byc historyczne juz wahania meksykanskiego peso, tajlandzkiego batha, czy niedawne ataki spekulacyjne na waluty europejskie (hrywna, forint, zloty). Skale tych wahan znacznie zwieksza konstrukcja rynku walutowego. Gracze tego rynku nie inwestuja jedynie swoich pieniedzy, ale pieniadze systemu bankowego pochodzace z kredytu, czyli tzw. lewarowanie. Skala lewarowania siega w niektorych przypadkach nawet 1:400, co oznacza, ze do kazdego dolara przeznaczonego na transakcje, banki dorzucaja 400 USD.

Plan Obamy polega na zwiekszeniu emisji pieniadza przez zaciagniecie olbrzymich dlugow. Rozwiazanie to jak wiadomo juz wczesniej wpedzilo inne gospodarki w klopoty. Jednoczesnie nie ma rozwiazan dotyczacyh rynku, pozwalajacych ograniczyc "cichy interwencjonizm" w postaci lewarowania (uzywajac okreslenia cichy interwencjonizm mam na mysli zalegalizowane rozwiazania, ktore w sposob nienaturalny zwiekszaja wolumen obrotow na rynku). Szczyt G20 w Londynie rowniez nic nie zmienil. Majac juz mechanizmy pozwalajace ostrzegac przed kryzysem, takie jak, np. ... zwykla teoria ekonomii, poszukuje sie kolejnych. Jednoczesnie tloczy sie pieniadze w system pozyczkowy jakim stal sie Miedzynarodowy Fundusz Walutowy. Nie ma miejsca jednak na zmiany strukturalne na rynkach finansowych, ktorych dzialanie nie ogranicza sie do krotkiego okresu. To wlasnie moim zdaniem zadecyduje o poglebieniu sie recesji, poniewaz tym razem dotknela ona samego zrodla, czyli systemu bankowego kraju dominujacego na rynku swiatowym.
 
1 , 2